Śpiesz się powoli! W końcu nie od dziś wiadomo, że ślimaki nie należą do najszybszych stworzeń na świecie. Te niewielkie mięczaki potrafią jednak zaskoczyć, szczególnie gdy postanowią wziąć udział w wyścigu. A co, jeśli tym razem wcale nie chodzi o to, żeby jak najszybciej dotrzeć do mety?

W grze „Ślimaki to mięczaki” od Naszej Księgarni zasady wyścigu stają na głowie. Zamiast dopingować swojego zawodnika do przodu, próbujemy tak kombinować, żeby to ślimaki przeciwników znalazły się bliżej mety. Brzmi przewrotnie? I właśnie w tym tkwi cały urok tej niewielkiej gry!

Jak zwykle w przypadku gier dziecięcych, do testowania zaprosiłam moje córki. Spodziewałam się dobrej zabawy z młodszą, ale tym razem pozytywnie zaskoczyła mnie również starsza. Mimo że dzieli je niemal pięć lat, obie chętnie siadają do planszy po której suną ślimaki. A to już całkiem niezły początek!

Co znajdziemy w pudełku?

„Ślimaki to mięczaki” to niewielka gra, która nie potrzebuje wielkiego stołu ani ogromnego pudła pełnego elementów. W środku znajdziemy planszę, sześć drewnianych figurek ślimaków, sześć znaczników graczy, cztery kolorowe kostki, 40 żetonów śmieci oraz instrukcję.

Największą ozdobą zestawu są dla mnie drewniane ślimaki. Kolorowe, sympatyczne i od razu przyciągające wzrok — dokładnie takie, jakie powinny być elementy gry przeznaczonej dla młodszych dzieci. Każdy ma swój kolor, dzięki czemu łatwo rozpoznać go na planszy. Całość utrzymana jest w wesołej stylistyce, a ilustracje Macieja Szymanowicza nadają grze charakterystyczny, przyjazny wygląd.

Sama plansza również zasługuje na uwagę. Kolorowa trasa wyścigu prowadzi przez pełną szczegółów scenerię, w której znajdziemy między innymi rośliny, owoce, warzywa i śmieci. Te ostatnie nie są jedynie dekoracją — mają swoje znaczenie w rozgrywce.

W pudełku nie ma mnóstwa drobnych elementów, które trzeba długo przygotowywać. Wszystko jest czytelne i podporządkowane prostej mechanice. Na plus zaliczam również niewielki format gry, dzięki któremu łatwo znaleźć dla niej miejsce na półce i zabrać ją ze sobą na wyjazd.

Na czym polega rozgrywka?

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się bardzo proste: sześć ślimaków ustawia się na starcie, a gracze za pomocą kolorowych kostek przesuwają je po planszy. Szybko okazuje się jednak, że w tym wyścigu trzeba zapomnieć o typowym podejściu do rywalizacji. Tutaj wygrywa najwolniejszy ślimak!

Na początku każdy gracz losuje znacznik lub znaczniki wskazujące kolor jego ślimaka. W rozgrywkach dwu- i trzyosobowych każdy otrzymuje po dwa znaczniki, natomiast przy czterech, pięciu lub sześciu graczach każdy ma jeden. Kolory pozostają tajemnicą, dlatego przez całą rozgrywkę trzeba uważnie obserwować sytuację na planszy i nie zdradzać swoich zamiarów.

W swojej turze gracz rzuca czterema kostkami i wykorzystuje je kolejno. Każda kostka pozwala przesunąć ślimaka o jedno pole. Można poruszyć figurkę w kolorze wyrzuconym na kostce albo ślimaka stojącego na polu w tym kolorze. Dzięki temu nie jesteśmy skazani na przesuwanie wyłącznie własnego zawodnika — możemy wpływać również na położenie pozostałych ślimaków. Zamiast bezmyślnie pchać własnego ślimaka do przodu, próbujemy tak rozegrać swoją turę, by to rywale znaleźli się bliżej mety. Trzeba przy tym uważać, bo pozostali gracze mają dokładnie ten sam plan!

Wyścig kończy się, gdy jeden ze ślimaków dotrze do mety. Wtedy ujawniamy swoje kolory i sprawdzamy zdobyte punkty. Im dalej od mety pozostał nasz ślimak, tym więcej punktów otrzymujemy. Ślimak, który dotarł na metę jako pierwszy, nie ma więc powodów do radości.

Gra składa się z dwóch wyścigów, a zwycięża osoba, która po ich rozegraniu zgromadzi najwięcej punktów.

Ciekawym dodatkiem są żetony punktacji przedstawiające śmieci. Symbolizują one odpady zbierane podczas wędrówki przez las, dzięki czemu gra przemyca również prosty ekologiczny akcent. To niewielki szczegół, który dobrze pasuje do tematyki i może stać się okazją do rozmowy z dzieckiem o dbaniu o otoczenie.

Moje wrażenia

Przy grach dziecięcych często zdarza się, że młodsze dziecko jest zachwycone, a starsze po kilku minutach zaczyna się nudzić. W naszym domu wygląda to podobnie — jeśli na pudełku widnieje informacja o wieku pięciu lat, moja starsza córka nie zawsze widzi w takiej grze coś interesującego. „Ślimaki to mięczaki” okazały się jednak miłym wyjątkiem.

Młodsza córka, która ma niespełna sześć lat, bawi się przy nich świetnie, ale ku mojemu zaskoczeniu starsza, prawie pięć lat od niej starsza, również chętnie siada do rozgrywki. Nie jest to oczywiście jej ulubiona gra, do której będzie mnie namawiać każdego dnia, ale nie kręci nosem, kiedy proponuję kolejną partię. A w przypadku gier przeznaczonych dla młodszych dzieci to już spory komplement.

Największą frajdę daje przewrotna zasada wyścigu. Zamiast ścigać się do mety, próbujemy jak najdłużej trzymać nasze ślimaki z tyłu, jednocześnie wypychając do przodu te należące do przeciwników. Niby proste, a jednak wymaga odrobiny kombinowania i obserwowania tego, co robią pozostali gracze.

Podczas rozgrywek pojawia się też lekki blef.. Czasami ruch ślimaka wcale nie jest przypadkowy, a niewinna mina potrafi skutecznie odwrócić uwagę od prawdziwych zamiarów. Szczególnie u młodszej córki widać, że próbuje już przewidywać konsekwencje swoich decyzji i szukać sposobu na przechytrzenie przeciwników. To miły element zabawy, bo nawet przy tak prostych zasadach nie wszystko sprowadza się do bezmyślnego rzucania kostkami.

Podoba mi się również to, że mimo wszystko wynik nie zależy wyłącznie od planowania. Kostki wprowadzają trochę nieprzewidywalności, dzięki czemu młodsze dzieci nie są z góry na przegranej pozycji - młodsze dziecko ma szansę wygrać również ze starszym graczem. Nie trzeba też ustępować dziecku, żeby dać mu szansę na zwycięstwo.

Nie bez znaczenia jest również samo wykonanie. Gra jest kolorowa, sympatyczna i przyjemna dla oka, a drewniane ślimaki dodają jej uroku. Do tego niewielkie pudełko, proste zasady i krótka rozgrywka sprawiają, że nie trzeba specjalnie planować wieczoru z planszówką. Można po prostu wyjąć ją z półki i zagrać.

Lubię „Ślimaki to mięczaki” właśnie za tę lekkość. To przyjemna odskocznia od bardziej wymagających tytułów, przy której można po prostu usiąść z dzieckiem i dobrze się bawić.  Cenię ją za to, że zachęca młodszą córkę do kombinowania, potrafi ją rozbawić i sprawia, że chętnie wraca do kolejnych partii.

Plusy i minusy

Plusy:

  • Przewrotna zasada wyścigu, w którym wygrywa najwolniejszy ślimak.

  • Proste reguły, które szybko można wytłumaczyć dzieciom.

  • Krótka rozgrywka, idealna dla młodszych graczy.

  • Kolorowe ilustracje i sympatyczne drewniane figurki.

  • Możliwość kombinowania, obserwowania przeciwników i lekkiego blefowania.

  • Dobra propozycja do wspólnej zabawy z młodszym rodzeństwem.

  • Niewielkie pudełko, które łatwo zabrać ze sobą.

  • Żetony śmieci wprowadzające temat dbania o czystość otoczenia.

Minusy:

  • Bezpośrednie wpływanie na ruchy ślimaków innych graczy może nie przypaść do gustu dzieciom, które nie lubią szczypty negatywnej interakcji.

Podsumowanie

„Ślimaki to mięczaki” to kolorowa, urocza gra, w której jeden przewrotny pomysł wystarczy, by wywołać przy stole mnóstwo śmiechu. Zamiast pędzić do mety, trzeba zadbać o to, by nasz ślimak pozostał na końcu stawki. Proste zasady i nieoczywiste podejście do wyścigu zachęcają do kombinowania, obserwowania przeciwników i prób przechytrzenia pozostałych graczy.

To propozycja przede wszystkim dla młodszych dzieci, które lubią nieskomplikowane zasady, kolorowe elementy i zabawę opartą na zaskakujących zwrotach akcji. Krótka rozgrywka pozwala szybko przejść do kolejnej partii, a niewielkie pudełko sprawia, że grę łatwo zabrać ze sobą.

Dużym atutem jest również losowość, dzięki której młodszy gracz nie musi być z góry skazany na porażkę w starciu ze starszym przeciwnikiem. To ważne szczególnie na początku planszówkowej przygody, kiedy liczy się nie tylko sama rozgrywka, ale też radość ze wspólnego spędzania czasu i chęć, by spróbować ponownie. Dla najmłodszych ta gra może być świetnym wstępem do świata gier planszowych, a dla starszych domowników okazją do towarzyszenia im w pierwszych rozgrywkach. I właśnie w tej roli „Ślimaki to mięczaki” odnajdują się najlepiej.

 

Ocena 6 latki - 9/10 

Czasami wystarczy kilka drewnianych ślimaków i wyścig, w którym wcale nie opłaca się być pierwszym, żeby dzieci same upominały się o kolejną partię!

 

Informacje o grze

  • Autor: Eugeni Castaño

  • Ilustracje: Maciej Szymanowicz

  • Liczba graczy: 2–6

  • Wiek: 5+

  • Czas rozgrywki: około 20 minut

 

Zajrzyj pod ten link :

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Kategoria

Zobacz również:

Cluedo Harry Potter


Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.