Są gry, o których słyszał chyba każdy fan planszówek. Azul zdecydowanie należy do tego grona. Inspirowany portugalskimi mozaikami tytuł od lat zachwyca graczy na całym świecie swoją prostotą, elegancją i pięknym wykonaniem. Nic więc dziwnego, że w końcu trafił również na mój stół.
Co ciekawe, pierwszy wydany Azul okazał się jednocześnie ostatnią częścią serii, którą miałam okazję poznać. Wcześniej grałam już w inne odsłony, dlatego z perspektywy czasu sama nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z sięgnięciem po tę, od której wszystko się zaczęło. Być może zakładałam, że nowsze części oferują więcej i nie miałam potrzeby wracania do korzeni.
Jako osoba lubiąca gry logiczne i wszelkiego rodzaju układanki byłam bardzo ciekawa, czy Azul faktycznie jest tak dobry, jak mówią.Po kilku partiach mogę już powiedzieć jedno – nie bez powodu zdobył miano współczesnego klasyka - to właśnie połączenie przystępności i satysfakcjonującego główkowania sprawiło, że gra zdobyła tak dużą popularność wśród graczy na całym świecie.
Komponenty i jakość wykonania
Jeśli jest jedna rzecz, która od razu zwraca uwagę w Azulu, to zdecydowanie wykonanie. Kolorowe płytki prezentują się naprawdę świetnie i są jednym z tych elementów, które sprawiają, że od razu ma się ochotę rozpocząć rozgrywkę. Są solidne, przyjemne w dotyku i zdecydowanie wyróżniają grę na tle wielu innych tytułów. Nie są to zwykłe tekturowe znaczniki, lecz solidne, cięższe elementy, które bardzo przyjemnie leżą w dłoni. Dobieranie kolejnych płytek, przesypywanie ich w woreczku czy charakterystyczny stukot podczas odkładania na stół daje sporą satysfakcję.
Pozostając w temacie płytek mam jedną drobną uwagę dotyczącą ich nadruku a w zasadzie to jego ścierania się. Nie będę jednak traktowała tego jako pełnoprawnej wady, ponieważ kupiłam grę z drugiej ręki i nie mam pojęcia, ile partii ma już za sobą ten egzemplarz. Być może ślady zużycia pojawiają się dopiero po naprawdę intensywnym użytkowaniu. Nie jest to nic, co przeszkadzałoby podczas gry, ale trochę szkoda, bo właśnie kafelki są jednym z najładniejszych elementów całego wydania.
Gdybym miała się jeszcze do czegoś doczepić, to byłyby to plansze graczy. Przy bardziej energicznych ruchach płytki potrafią się czasami delikatnie przesunąć - ale bądźmy szczerzy, nie jest to "wada" jedynie tej gry. Nie zdarzało mi się to często, ale plansze z niewielkimi wgłębieniami na kafelki byłyby jeszcze wygodniejszym rozwiązaniem.
Podobało mi się natomiast to, że całość jest bardzo estetyczna. Plansze, znaczniki oraz pozostałe elementy tworzą spójną i elegancką całość.
Przebieg rozgrywki
Rozgrywka w Azula opiera się na dobieraniu kolorowych płytek i umieszczaniu ich na własnej planszy w taki sposób, aby zdobyć jak najwięcej punktów.
W każdej rundzie gracze wybierają kolorowe płytki z dostępnych warsztatów, a następnie umieszczają je na swojej planszy. Układ kafelków jest losowy, dzięki czemu każda partia przebiega nieco inaczej i wymaga dostosowania strategii do aktualnej sytuacji na stole.
Po zakończeniu fazy dobierania płytek następuje układanie mozaiki. Zebrane wcześniej kafelki trafiają na ścianę pałacu, a gracze zdobywają punkty za tworzone układy. To właśnie w tym momencie najlepiej widać efekty wcześniejszych decyzji – dobrze zaplanowane ruchy potrafią przynieść naprawdę satysfakcjonujące punktowanie, natomiast błędy mogą sporo kosztować.
Gra kończy się w momencie, gdy jeden z uczestników ukończy poziomy rząd pięciu płytek na swojej ścianie.
Moim zdaniem Azul świetnie pokazuje, że proste zasady mogą iść w parze z ciekawymi decyzjami. Rozgrywka jest płynna, intuicyjna i jednocześnie daje sporo satysfakcji z planowania kolejnych ruchów.
Wrażenia z rozgrywki
Azul od samego początku przypadł mi do gustu. Lubię gry logiczne i wszelkiego rodzaju układanki. Co ciekawe jak wspomniałam już we wstępie, był to ostatni Azul, którego poznałam, mimo że to właśnie od niego zaczęła się cała seria. Dziś sama nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z jego wypróbowaniem.
Największym zaskoczeniem było dla mnie to, jak dobrze broni się podstawowa wersja gry. Spodziewałam się przyjemnej, ale dość prostej rozgrywki, tymczasem szybko okazało się, że każda decyzja ma tutaj znaczenie. Z jednej strony starałam się jak najlepiej rozwijać własną planszę, a z drugiej nieustannie obserwowałam ruchy pozostałych graczy. Nieraz wybierałam płytki nie dlatego, że były mi szczególnie potrzebne, ale po to, aby nie oddać ich komuś innemu.
Bardzo podobało mi się uczucie stopniowego budowania własnego wzoru. Z każdą rundą plansza stawała się coraz bardziej kompletna.
Podobało mi się również to, że gra nie przytłacza zasadami. Nie musiałam skupiać się na ciągłym sprawdzaniu instrukcji czy zapamiętywaniu wyjątków od reguł. Dzięki temu mogłam w pełni skoncentrować się na planowaniu kolejnych ruchów i czerpać przyjemność z samej rozgrywki.
Nie jest to tytuł, który wywołuje ogromne emocje. Według mnie jego siła tkwi gdzie indziej. Azul oferuje spokojne, ale bardzo satysfakcjonujące główkowanie, przy którym można jednocześnie dobrze się bawić i trochę pogimnastykować szare komórki. To jedna z tych gier, które po zakończonej partii sprawiają, że ma się ochotę od razu rozłożyć planszę jeszcze raz i sprawdzić, czy następnym razem uda się zagrać jeszcze lepiej.
Dużym plusem okazała się dla mnie rozgrywka dwuosobowa. W wielu grach tego typu mam wrażenie, że najlepiej działają przy większej liczbie graczy, natomiast Azul bardzo dobrze broni się także przy dwóch osobach. Partie są wtedy bardziej przewidywalne, ale jednocześnie jeszcze mocniej można kontrolować sytuację na stole i obserwować ruchy przeciwnika.
Jeśli chodzi o klimat, to podstawowy Azul wypada nieco skromniej od niektórych późniejszych odsłon serii. Kolorowe płytki prezentują się bardzo ładnie, jednak podczas rozgrywki temat schodzi na dalszy plan. Nie miałam tutaj efektu „wow”, który towarzyszył mi przy niektórych innych częściach. Mimo to w ogóle mi to nie przeszkadzało, ponieważ mechanicznie gra nadal działa bardzo dobrze i po prostu daje dużo satysfakcji z podejmowania kolejnych decyzji.
Podobało mi się również to, że Azul sprawdza się w różnych sytuacjach. Można potraktować go jako lekką grę rodzinną, ale równie dobrze usiąść do partii z osobami lubiącymi bardziej wymagające tytuły. Rzadko spotykam gry, które są jednocześnie tak przystępne i tak satysfakcjonujące dla bardziej doświadczonych graczy.
Moim zdaniem właśnie w prostocie tkwi największy sekret sukcesu Azula. To gra, do której łatwo usiąść, łatwo ją polubić i jeszcze łatwiej wracać do niej po kolejne partie.
Zalety
- bardzo proste zasady, które można wytłumaczyć w kilka minut,
- piękne wykonanie i świetnej jakości płytki, mimo ścierania się nadruku
- przyjemna, logiczna rozgrywka dająca sporo satysfakcji,
- duża regrywalność
- dobrze sprawdza się zarówno w gronie rodziny, jak i bardziej doświadczonych graczy,
- krótki czas rozgrywki zachęca do rozegrania kolejnej partii,
Wady
- temat jest raczej umowny i schodzi na dalszy plan podczas rozgrywki,
- osoby szukające silnych emocji lub rozbudowanej strategii mogą uznać grę za zbyt spokojną,
- po wielu partiach może pojawić się pewna powtarzalność wynikająca z prostoty mechaniki.
Ocena końcowa
Po kilku partiach w pełni rozumiem, dlaczego Azul zdobył tak dużą popularność i do dziś jest polecany zarówno początkującym, jak i bardziej doświadczonym graczom. To gra z bardzo prostymi zasadami, która jednocześnie daje sporo możliwości i satysfakcji z podejmowanych decyzji. Nie znajdziemy tutaj skomplikowanych mechanik ani spektakularnego klimatu, ale mechanicznie wszystko działa dokładnie tak, jak powinno.
Moja ocena: 8/10. Jeśli lubisz gry logiczne, planowanie ruchów i przyjemne główkowanie bez nadmiaru zasad, Azul zdecydowanie jest tytułem wartym uwagi. Mnie szczególnie spodobało się to, że równie dobrze bawiłam się przy rozgrywkach dwuosobowych, a każda partia zachęcała do rozegrania kolejnej.
Autor: Michael Kiesling
Wydawnictwo (PL): Rebel / Lacerta
Liczba graczy: 2–4
Wiek: 8+
Czas rozgrywki: około 30–45 minut
Dodaj komentarz
Komentarze