Są takie momenty w życiu rodzica, kiedy patrzy na materiał szkolny dziecka i myśli: „No przecież to jest proste. Jak można tego nie rozumieć?”. A potem próbuje wytłumaczyć ułamki albo procenty..
Dla nas, dorosłych to nic nowego. Wiemy, że opisują części tej samej całości i potrafimy bez większego zastanowienia zamienić jeden zapis na drugi. Dla dziecka, które dopiero zaczyna tę przygodę, potrafi to być jednak całkiem spora ściana.
Dlatego tym razem bierzemy pod lupę cztery pozycje z serii Kapitan Nauka EDUseria: Ułamki, Procenty, Flagi świata oraz Historię Polski.
Skąd pomysł właśnie teraz i dlaczego akurat te cztery z EDUseria? Córka właśnie poszła do czwartej klasy i mam wrażenie, że skończył się pewien etap "prostej" nauki. Klasy 1–3 miały w sobie jeszcze sporo luzu, nauka była bardziej elastyczna, a dzieci miały więcej przestrzeni na poznawanie świata trochę przy okazji. Czwarta klasa to już większa ilość materiału, nowe przedmioty, więcej pojęć do zapamiętania i coraz więcej rzeczy, które trzeba po prostu zrozumieć i utrwalić. I właśnie dlatego ten wybór nie jest przypadkowy. Nie robimy przeglądu wszystkich gier z serii EDUseria. Wybieramy te, które właśnie teraz są dla nas najbardziej potrzebne. W serii znajdziemy przecież również takie zestawy jak Ortografia, Zegar czy Tabliczka mnożenia. Z nich również korzystałyśmy i były dla nas bardzo pomocne, ale przede wszystkim na wcześniejszym etapie – w zerówce i klasach 1–3. Teraz potrzeby trochę się zmieniły, więc zmieniły się też nasze pomoce.
I właśnie na tym etapie, etapie przejścia do 4 klasy zaczęłyśmy szukać kolejnych, takich pomocy, które nie będą tylko szkolnym obowiązkiem, ale pozwolą nam trochę inaczej podejść do nowych tematów. Nie po to, żeby dziecko siedziało nad nauką od rana do wieczora, ale żeby można było ten sam materiał przyswajać na różne sposoby. Raz z podręcznika, raz z zeszytu, a czasem właśnie z kart, które pozwalają podejść do tego wszystkiego trochę lżej.
Dla mnie gry z Seri Kapitana Naukii to przede wszystkim pomoce edukacyjne w formie gry. Ich zadaniem nie jest koniecznie sprawić, że dziecko będzie siedziało nad kartami przez dwie godziny i wołało: „Jeszcze jedna partia!”. Chodzi raczej o to, żeby wiedzę można było przyswajać, powtarzać i sprawdzać w trochę przyjemniejszy sposób.
Właśnie dlatego sięgnęłyśmy po EDUserię. Forma kart bardzo nam odpowiada, bo można z nich korzystać na wiele sposobów. Możemy zagrać zgodnie z instrukcją, możemy przepytywać się nawzajem, a czasami wystarczy kilka minut, żeby przypomnieć sobie konkretny temat. I co najważniejsze – nie trzeba za każdym razem organizować wielkiej „sesji naukowej”. Karty można po prostu wziąć do ręki i sprawdzić, ile już wiemy.
A jak to wygląda w praktyce? To właśnie postanowiłyśmy sprawdzić.
W domu mam ciekawską świata dziesięciolatkę, która od czasu do czasu sama sięga po różnego rodzaju pomoce edukacyjne. Nie tylko Kapitana Naukę. Lubi wiedzieć, sprawdzać się i – co chyba najważniejsze – przekonać się, czy dzisiaj wie już więcej niż wczoraj.
I właśnie z takim nastawieniem podeszłyśmy do tych czterech zestawów.
Ułamki i Procenty.
EDUseria Ułamki to 55 kart, na których ułamki są pokazane zarówno w zapisie liczbowym, jak i w formie graficznej. Producent jako przykłady podaje m.in. kawałki pizzy czy czekolady — czyli coś, co pozwala dziecku zobaczyć, że zapis 1/2 oznacza po prostu część konkretnej całości. Zestaw ma 6 wariantów zabawy, a jego zadaniem jest nie tylko ćwiczenie samych ułamków, ale też logicznego myślenia.
Ta wizualna strona kart wydaje mi się tutaj bardzo ważna. Bo kiedy dziecko słyszy „jedna druga”, „trzy czwarte” czy „pięć ósmych”, może mieć w głowie tylko abstrakcyjne cyferki. Kiedy natomiast widzi podzieloną na części pizzę czy tabliczkę czekolady, zaczyna mieć się czego „złapać”.
Procenty działają na bardzo podobnej zasadzie. Tutaj również dostajemy 55 kart, tym razem z kolorowymi ilustracjami pomagającymi zobaczyć procenty w praktyce. Producent podaje jako przykład zależności między procentami i ułamkami: 50% to 1/2, a 100% to całość. Instrukcja zawiera różne warianty rozgrywki, dzięki czemu z talii można korzystać zarówno samodzielnie, jak i podczas wspólnej nauki.
I właśnie dlatego dla mnie te dwa zestawy świetnie się uzupełniają. Dla dorosłego człowieka procenty czy ułamki to żadna filozofia. Wiemy, że jedno i drugie służy do przedstawienia części pewnej całości, tylko zapisujemy tę wartość na różne sposoby. Proste, prawda? No właśnie… spróbujcie to wytłumaczyć dziewięciolatce.
Kiedy pierwszy raz próbowałam wytłumaczyć córce, czym są ułamki i procenty, usłyszałam mniej więcej to, czego można się było spodziewać: „W ogóle nie rozumiem”. I trudno było się z nią nie zgodzić. Dla dziecka, które dopiero zaczyna przygodę z tymi pojęciami, nagle pojawia się sporo nowych symboli, zależności i sposobów zapisywania czegoś, co dla nas jest oczywiste.
Dałyśmy więc tematowi trochę czasu. Po roku przerwy, podczas wakacji, wróciłyśmy do niego razem z EDUserią Kapitana Nauki. Nie napiszę, że nagle nastąpiło wielkie „AHA!” i wszystko stało się jasne. Absolutnie nie. Ale z dnia na dzień zaczęłam zauważać, że córka rozumie coraz więcej.
I tutaj zrobiłam coś, i co te dwie gry prosiły się od samego początku - po prostu połączyłam Ułamki i Procenty w jedną dużą talię. Chciałam pokazać córce, że tę samą wartość można zapisać na różne sposoby. Raz mamy ułamek, innym razem procent, a wszystko tak naprawdę opisuje tę samą część całości. Dzięki temu karty zaczęły być dla nas nie tylko sposobem na odpowiadanie na pytania, ale przede wszystkim narzędziem do pokazywania zależności.
I właśnie to najbardziej podoba mi się w tych pomocach – nie trzeba niewolniczo trzymać się instrukcji. Instrukcja daje nam kilka propozycji wykorzystania kart, ale przecież nauka nie u każdego wygląda tak samo. Jednemu dziecku coś zadziała w formie quizu, innemu potrzebne będzie porównywanie, jeszcze innemu wielokrotne powtarzanie tego samego. Jeżeli przynosi to efekt, to moim zdaniem każdy sposób jest dobry.
Przed nami jeszcze trochę nauki, bo nie będę udawać, że po kilku rozgrywkach córka została królową ułamków i procentów. Ale postępy są naprawdę duże. I chyba właśnie o to tutaj chodzi – nie o to, żeby po jednej partii wszystko umieć, tylko żeby z każdym kolejnym podejściem rozumieć trochę więcej.
Jeżeli miałabym wskazać zestaw, który w naszym domu zrobił największe zamieszanie, to bez zastanowienia powiedziałabym: Flagi świata.
Tutaj mamy zupełnie inną historię. W pudełku znajduje się 55 kart, a każda z nich dotyczy konkretnego państwa. Flaga jest oczywiście najważniejszym elementem, ale na karcie znajdziemy również informacje pomagające poznać dany kraj od trochę innej strony – jego położenie, kontynent czy stolicę. Dzięki temu nie kończymy nauki na samym rozpoznawaniu kolorów i symboli. Możemy stopniowo dokładać kolejne informacje.
Instrukcja proponuje cztery różne sposoby zabawy, więc możemy wykorzystać karty zarówno do nauki, jak i do sprawdzania tego, co już udało się zapamiętać. Można grać z drugą osobą, ale moim zdaniem właśnie tutaj świetnie widać, że karta nie musi mieć jednego zastosowania. I to jest ten zestaw, który u nas zdecydowanie wyszedł poza instrukcję.
Przy pierwszym przepytywaniu zaczęłam pokazywać córce kolejne flagi i… nagle okazało się, że ona naprawdę zna całkiem sporo państw. Nigdy wcześniej specjalnie tego nie sprawdzałam. W klasach 1–3 nie było takiej potrzeby, więc nie miałam pojęcia, ile nazw państw i ich flag gdzieś tam w tej małej głowie już się znajduje. A tutaj co chwilę miałam: „O, to wiem!”, „To też!”, „A to jest…”. I właśnie wtedy zrozumiałam, że te karty mogą być czymś więcej niż kolejną pomocą, po którą siadamy razem przy stole. Instrukcja proponuje kilka sposobów zabawy, ale u nas karty bardzo szybko zaczęły żyć własnym życiem. Bo z biegiem dni córka zaczęła przepytywać samą siebie.
Bierze karty, ogląda flagę, odpowiada sobie, odwraca kartę i sprawdza. Czasami zagląda również do informacji o państwie i stolicy, ale na razie najwięcej frajdy sprawia jej samo rozpoznawanie flag. Co jakiś czas wraca do talii i sprawdza, czy pamięta więcej niż poprzedniego dnia. I właśnie ten element najbardziej mi się tutaj podoba. Nie chodzi o rywalizację z drugim graczem. Nie chodzi nawet o wygranie partii. Chodzi o sprawdzenie samej siebie. To bardzo fajny sposób na naukę, bo dziecko samo widzi swój postęp.
Oczywiście Flagi świata można wykorzystać zgodnie z propozycjami zawartymi w instrukcji i grać z drugą osobą, ale po raz kolejny okazało się, że instrukcja nie musi być ograniczeniem. Można potraktować ją jako punkt wyjścia i wymyślić własny sposób zabawy. U nas na ten moment najlepiej sprawdza się właśnie samodzielny quiz.
I chyba właśnie dlatego Flagi świata najbardziej przypadły córce do gustu. Nie czuje, że „siedzi nad nauką”. Po prostu sprawdza, ile już wie.
Historia Polski jest najnowszą pozycją z naszej czwórki i trochę trudniej ocenić mi ją po samych efektach nauki, bo córka dopiero w tym roku zaczyna historię w szkole.
Talia liczy 56 kart. Każda przedstawia ważne wydarzenie albo postać i zawiera krótki opis najważniejszych faktów oraz pytania quizowe. Karty pozwalają więc nie tylko czytać informacje, ale również sprawdzać wiedzę i stopniowo układać wydarzenia w szerszą chronologię. Instrukcja przewiduje różne warianty wykorzystania kart w domu i w szkole.
To, co podoba mi się w tym pomyśle, to możliwość spojrzenia na historię nie tylko przez pryzmat pojedynczych dat. Karty pozwalają poznawać postacie, wydarzenia i ich wzajemną kolejność, czyli powoli budować sobie chronologię tego, co działo się na przestrzeni wieków. Cudo !
Możemy więc po prostu czytać kolejne karty i poznawać nowe informacje, możemy przepytywać się nawzajem, a możemy też wykorzystać pytania quizowe do sprawdzenia, co już zostało w głowie. Instrukcja proponuje kilka wariantów zabawy, więc podobnie jak przy pozostałych zestawach nie jesteśmy skazani na jeden sposób korzystania z talii.
Tutaj jesteśmy jeszcze na początku drogi. Córka ma na ten moment raczej podstawową wiedzę — kojarzy królów Polski, dwie wojny światowe, niektóre ważniejsze wydarzenia. Trudno mi jednak powiedzieć, ile dokładnie zapamiętuje, bo dopiero zaczyna poznawać ten przedmiot.
Za to widzę coś innego. Karty ją interesują. Przegląda je, czyta, układa, próbuje coś sobie uporządkować. Nie jest jeszcze na etapie, na którym potrafi swobodnie poruszać się po historii Polski. Zresztą powiedziała mi już, że historia raczej nie będzie jej ulubionym przedmiotem, bo „wszystko się jej miesza”.
I właśnie dlatego nie będę tutaj pisać, że zestaw „świetnie nauczył córkę historii”. Na taki wniosek jest po prostu za wcześnie.
Na razie traktujemy te karty jako dodatkową pomoc do poznawania materiału — coś, co można przeglądać, czytać, porządkować i wykorzystać do sprawdzania tego, co już udało się zapamiętać.
Nie każda informacja zostanie w głowie po pierwszym przeczytaniu. Szczególnie historia, gdzie nagle mamy mnóstwo dat, nazwisk, wydarzeń i nazw, które potrafią się ze sobą pomieszać. Dlatego na ten moment traktujemy tę talię przede wszystkim jako dodatkowy sposób na oswajanie się z historią – trochę czytania, trochę przypominania, trochę quizu i stopniowe układanie wszystkiwgo w glowie. Czasem trzeba przeczytać coś kilka razy, pomieszać daty, pomylić króla z wydarzeniem, wrócić do karty i spróbować jeszcze raz.
Historia dopiero się u nas zaczyna, więc na ocenę efektów przyjdzie jeszcze czas. Jestem bardzo ciekawa, jak te same karty będą wyglądały dla niej za kilka miesięcy.
Karty i… właściwie tyle?
Jeżeli mielibyśmy oceniać wszystkie cztery zestawy pod względem wykonania, to tutaj naprawdę nie ma się nad czym długo rozwodzić.
Karty. I nic więcej. I bardzo dobrze.
Nie ma planszy, pionków, kości, figurek ani innych dodatków, które w tym przypadku byłyby po prostu zbędne. To nie są gry, w których komponenty mają robić efekt „wow”. Ich zadaniem jest przekazać konkretną wiedzę i umożliwić dziecku pracę z nią.
Dlatego najważniejszym komponentem jest tutaj treść. I tej treści nie brakuje.
Karty są przejrzyste, a informacje podane w sposób, który pozwala zarówno rozpocząć zabawę zgodnie z instrukcją, jak i później korzystać z nich po swojemu.
Instrukcje są dobrze napisane i, co dla mnie ważne, nie ograniczają się do jednego sposobu wykorzystania kart. Pokazują różne formy nauki i zabawy, dzięki czemu możemy wybrać coś odpowiedniego dla wieku, wiedzy i charakteru dziecka.
A później możemy już kombinować. Bo seria Kapitan Nauka ma dla mnie właśnie tę fajną cechę — nie trzeba kurczowo trzymać się instrukcji. Jeżeli dziecko chce zrobić sobie z kart quiz, niech robi quiz. Jeżeli rodzic chce połączyć dwie talie, żeby pokazać zależności między ułamkami i procentami — dlaczego nie? Jeżeli ktoś woli po prostu czytać karty i powtarzać informacje — też dobrze.
Tak samo przecież wygląda nauka. Każdy robi to trochę inaczej. Bo jak juz wspomniałam - jeżeli dana metoda przynosi efekty, to znaczy, że jest dobra.
Czy to naprawdę działa?
Po tych kilku tygodniach nie mam zamiaru ogłaszać, że znalazłyśmy cudowny sposób na naukę wszystkiego. Te karty nie zrobią całej pracy za dziecko, ale mogą być naprawdę fajnym wsparciem w nauce.
Szczególnie przy trudniejszych zagadnieniach, takich jak ułamki czy procenty, nie oczekiwałabym, że dziecko po prostu dostanie karty do ręki i samo wszystko zrozumie. Czasami te przysłowiowe pięć minut z rodzicem, który coś wytłumaczy, poda przykład i pokaże, o co chodzi, naprawdę robi różnicę.
A później? Można już pozwolić dziecku działać samodzielnie. I właśnie wtedy te karty pokazują swoją największą zaletę.
Można do nich wracać. Można się sprawdzać. Można powtarzać. Można zmieniać sposób zabawy.
A przede wszystkim można zobaczyć, że coś, czego wczoraj kompletnie się nie rozumiało, dzisiaj jest już trochę bardziej znajome.
U nas najlepiej widać to przy ułamkach i procentach, gdzie droga nadal trwa, ale postępy są naprawdę zauważalne. Przy flagach córka sama znalazła sposób na codzienne sprawdzanie swojej wiedzy. Historia dopiero się rozkręca i na efekty będziemy musiały jeszcze poczekać.
I chyba właśnie tak powinno wyglądać korzystanie z tego typu pomocy. Nie zamiast nauki, ale trochę obok niej. Jako sposób na powtórzenie materiału, oswojenie trudnego tematu albo zwyczajnie sprawdzenie: „Czy dzisiaj wiem już trochę więcej niż wczoraj?”
W naszym domu odpowiedź coraz częściej brzmi: TAK
Informacje
Kapitan Nauka EDUseria – Ułamki
Kapitan Nauka EDUseria – Procenty
Kapitan Nauka EDUseria – Flagi świata
Kapitan Nauka EDUseria – Historia Polski
Wydawca: Edgard / Kapitan Nauka
Forma: karty edukacyjne / gry karciane
Przeznaczenie: nauka, utrwalanie i sprawdzanie wiedzy
Dodaj komentarz
Komentarze