Gry Karak chyba nie trzeba specjalnie przedstawiać. Podziemia zamku, potwory, skarby i młodzi bohaterowie przemierzający kolejne korytarze zdążyły już zadomowić się na wielu planszowych stołach. Tym razem jednak twórcy postanowili podejść do tego świata trochę inaczej.
Karak: Labyrinth nie jest kolejną odsłoną klasycznego dungeon crawlera. Nie będziemy tutaj rzucać kośćmi i odkrywać kolejnych kafelków podziemi. Zamiast tego dostajemy mazak, własny labirynt i… bardzo mało czasu.
I właśnie ten pomysł od początku wydał mi się ciekawy. Bo jak często można powiedzieć, że w grze planszowej zamiast przesuwać pionek, po prostu rysujemy własną drogę przez podziemia?
Co znajdziemy w pudełku?
Pudełko jest całkiem spore i po otwarciu naprawdę jest co z niego wyjmować. W środku znajdziemy 4 dwustronne plansze labiryntów, 4 mazaki suchościeralne z gąbeczkami, 56 płytek minigier, 49 kart celów, 8 żetonów szybkości, 4 karty pomocy oraz 30-sekundową klepsydrę.
Najbardziej charakterystyczne są oczywiście plansze, po których będziemy rysować nasze trasy. Są dwustronne, więc po jednej stronie mamy jeden wariant labiryntu, a po odwróceniu drugi. Same plansze mogłyby być moim zdaniem odrobinę grubsze, ale bardzo podoba mi się pomysł wykorzystania suchościeralnych markerów. Dzięki temu po zakończonej partii po prostu ścieramy nasze bazgroły i możemy od razu rozpocząć kolejną wyprawę. Po większej liczbie rozgrywek zauważyłam jednak, że plansze labiryntu zaczynają nosić ślady użytkowania. Korzystamy na nich z mazaków suchościeralnych i jeśli jakiś fragment nie zostanie dokładnie wytarty, po pewnym czasie może zostać na planszy delikatna, lekko czarna „markerowa poświata”. Przy częstszym graniu plansze wyglądają więc już na trochę przybrudzone. Nie wpływa to oczywiście na samą rozgrywkę, ale przy grze, która tak często trafia na stół, jest to rzecz, którą warto odnotować.
Do tego dochodzą grube, kartonowe płytki minigier. Jest ich naprawdę sporo, a same minigry występują w kilku rodzajach i dwóch poziomach trudności.
Całość prezentuje się bardzo przyjemnie i od razu wiadomo, że mamy do czynienia z grą skierowaną również do młodszych graczy. Kolorowe ilustracje i czytelne symbole dobrze pasują do świata Karaka.
Jak gramy?
Każdy gracz otrzymuje swoją planszę labiryntu i mazak. Następnie odkrywamy kartę celu, która określa, na czym podczas danej partii powinniśmy się skupić.
I teraz najważniejsze – wszyscy gramy jednocześnie. Nie czekamy na swoją kolej. Nie obserwujemy przez kilka minut, jak ktoś inny wykonuje swoje ruchy. Każdy pochyla się nad własnym labiryntem i zaczyna szukać najlepszej drogi. Musimy przeprowadzić linię przez podziemia, ale nie możemy po prostu wracać tą samą drogą ani krzyżować własnej trasy. Nie możemy też poruszać się po skosie. Z pozoru wydaje się to banalne, ale kiedy zaczyna się pośpiech, nagle okazuje się, że zaplanowana przed chwilą idealna trasa właśnie przestała istnieć.
Po drodze możemy natrafić między innymi na skarby, klejnoty, zwoje, pułapki czy przeciwników. Niektóre elementy wymagają od nas dodatkowego działania. Jeżeli chcemy zdobyć miecz, łuk czy klucz, musimy rozwiązać odpowiednią minigrę. Dopiero wtedy możemy zaznaczyć zdobyty przedmiot na swojej planszy i ruszyć dalej. Podobnie wygląda walka z przeciwnikami. Szczura pokonamy posiadając miecz, a szkieleta – łuk. Jeśli trafimy na potwora bez odpowiedniego wyposażenia, tracimy jedno z naszych serc. A serca mamy tylko trzy. Jeżeli stracimy wszystkie, wyprawa kończy się dla nas przed czasem i nie bierzemy udziału w końcowym punktowaniu.
A gdzie ten wyścig? No właśnie tutaj Karak: Labyrinth pokazuje swoje drugie oblicze. Chodzi nie tylko o to, żeby znaleźć drogę. Musimy zrobić to szybko i możliwie dobrze i szybko. Kiedy pierwszy gracz wydostanie się z labiryntu uruchamia 30-sekundową klepsydrę. Pozostali mają więc jeszcze chwilę, żeby zakończyć swoją trasę i wydostać się z podziemi.
I tutaj pojawia się bardzo fajne napięcie. Z jednej strony chcemy jak najszybciej znaleźć wyjście. Z drugiej – karta celu może zachęcać nas do zbierania skarbów, pokonywania potworów czy odwiedzania konkretnych miejsc. Możemy więc pobiec prosto do wyjścia albo zaryzykować i jeszcze trochę pokombinować. Tylko że czas leci.
Minigry
To właśnie minigry są jednym z ciekawszych elementów całej gry. Mamy ich kilka rodzajów – między innymi zadania polegające na znalezieniu odpowiedniej trasy, odtworzeniu wzoru, odnalezieniu właściwego elementu czy uporządkowaniu liczb. Do tego występują one w dwóch poziomach trudności.
Na "papierze" nie są szczególnie trudne. Problem zaczyna się wtedy ( w szczególności dla dzieci) , kiedy trzeba je rozwiązać szybko. Nawet prosta zagadka potrafi nagle wydać się trudniejsza, kiedy z tyłu głowy mamy świadomość, że pozostali gracze właśnie biegną przez swoje labirynty i mogą za chwilę dotrzeć do wyjścia. I to jest według mnie fajne połączenie. Sama zagadka nie jest celem gry. Jest kolejną przeszkodą na naszej drodze.
Karty celów
Karty celów sprawiają, że nie każda partia wygląda dokładnie tak samo. W zależności od wybranego celu punkty możemy zdobywać między innymi za skarby, pokonane potwory, odwiedzone pola czy konkretne wyjście z labiryntu. Karty mają różne poziomy trudności, dzięki czemu można dopasować je do wieku i doświadczenia graczy.
Realizując karty celów możemy dodatkowo pokombinować. Bo nagle okazuje się, że najkrótsza droga niekoniecznie jest najlepszą drogą. Możemy przecież szybciutko dotrzeć do wyjścia… tylko co z tego, jeśli po drodze ominęliśmy wszystko, za co mieliśmy dostać punkty?
Trzeba więc znaleźć pewien kompromis pomiędzy szybkością a tym, ile jesteśmy w stanie ugrać po drodze.
Czy gra się nie nudzi?
Tutaj pojawia się jeden z elementów, który warto mieć na uwadze. Minigier jest dużo, ale ich rodzaje są określone i szybko możemy zacząć je rozpoznawać. Z drugiej strony poznanie minigier może być również częścią zabawy. Skoro wiemy już, jak działają, możemy rozwiązywać je coraz sprawniej. Dla młodszych dzieci niekoniecznie musi to więc być minus.
Moje wrażenia
I tutaj właśnie najbardziej ciekawiło mnie, jak odbiorę tę grę po kilku partiach. Na początku może się wydawać, że chodzi przede wszystkim o szybkość. Im szybciej narysujemy trasę i wydostaniemy się z labiryntu, tym lepiej. Po kolejnych rozgrywkach zaczynamy jednak zauważać, że samo pędzenie przed siebie nie zawsze ma sens. Trzeba planować. Trzeba patrzeć kilka kroków do przodu. Trzeba też zaakceptować, że czasami idealny plan kończy się w momencie, kiedy jednym nieprzemyślanym ruchem zamkniemy sobie drogę. I właśnie ten element najbardziej mi się tutaj podoba. Karak: Labyrinth jest prosty, ale nie jest całkowicie bezmyślny.
Bardzo dużo powiedziały mi również nasze rozgrywki w różnym składzie i przede wszystkim z dziećmi w różnym wieku. Grałam w Karaka z niespełna 6-latką. To dziecko, które ma już za sobą całkiem sporo różnych gier, ale nadal jest raczej na podstawowym poziomie. Mocniejsze rodzinne tytuły potrafią ją szybko znudzić albo zirytować. Najlepiej czuje się przy spokojniejszych, kolorowych i kooperacyjnych grach. A jednak z Karakiem poradziła sobie właściwie od strzała. Oczywiście czasami kombinowała trochę po swojemu i zdarzało jej się traktować niektóre zasady bardzo umownie, ale na tym etapie nadal daję jej na to małe przyzwolenie. 😉 Najważniejsze było dla mnie to, że rozumiała, co ma robić i przede wszystkim chciała grać.
Zupełnie inaczej wyglądało to z moją 10-latką, która od mniej więcej pięciu lat ogarnia właściwie wszystko, co pojawi się na naszym stole. W jej przypadku Karak w formie labiryntu od początku okazał się strzałem w dziesiątkę. Była nim zachwycona. I nadal lubi do niego wracać. Potrafi zagrać pięć, a nawet więcej partii pod rząd, ale później potrzebuje krótkiej przerwy. I chyba właśnie to najlepiej pokazuje, jak odbieram tę grę po dłuższym czasie.
To nie jest tytuł, który po kilkunastu rozgrywkach wylądował na półce i został zapomniany. Od dnia premiery, odkąd Karak: Labyrinth trafił do naszej kolekcji, regularnie wraca na stół – właściwie co tydzień. Zwykle gramy kilka partii pod rząd, robimy sobie taką krótką, plus minus tygodniową przerwę i znowu do niego wracamy.
Oczywiście z czasem początkowy zachwyt trochę opada, szczególnie jeśli gramy wiele partii jedna po drugiej. Nie jest to więc gra, przy której mogłabym siedzieć bez końca przez cały wieczór. Ale właśnie ta możliwość zrobienia sobie pauzy i powrotu do niej za kilka dni bardzo dobrze się u nas sprawdza.
Dla mnie jedną z największych zalet Karak:Labirynth jest to, że jest wystarczająco prosty, żeby młodsze dziecko mogło wejść w niego bez wielkiego przygotowania, a jednocześnie daje starszemu graczowi wystarczająco dużo przestrzeni na kombinowanie.
Karak: Labyrinth a klasyczny Karak
Jeżeli spodziewacie się po Labiryncie kolejnego Karaka w klasycznej formie, możecie się trochę zdziwić.
To naprawdę zupełnie inna gra.
Nie ma tutaj klasycznej eksploracji kafelków, rozwijania bohatera czy typowej walki kośćmi. Zamiast tego mamy rysowanie, łamigłówki, czas rzeczywisty i planowanie trasy.
Dlatego potraktowałabym ją raczej jako kolejną grę w świecie Karaka niż jako następcę podstawowej wersji.
I moim zdaniem to bardzo dobre rozwiązanie. Nie próbuje kopiować poprzednika, tylko wykorzystuje znany świat do stworzenia zupełnie innego doświadczenia.
Plusy
+ bardzo proste zasady
+ wszyscy grają jednocześnie
+ praktycznie brak przestojów
+ rysowanie własnej trasy
+ połączenie planowania i presji czasu
+ minigry rozwijające spostrzegawczość i logiczne myślenie
+ dwa poziomy trudności
+ różne poziomy trudności kart celów
+ tryb solo
+ można zagrać w około 10–20 minut
+ nie trzeba znać podstawowej wersji gry Karak
Minusy
– po czasie minigry właściwie znamy już na pamięć
– interakcja pomiędzy graczami jest niewielka
– presja czasu nie każdemu przypadnie do gustu
– młodsze dzieci mogą potrzebować kilku prób, żeby dobrze zrozumieć sposób poruszania się po labiryncie
– planszetki mogłyby być trochę grubsze
Podsumowanie
Karak: Labyrinth bardzo mocno odchodzi od tego, z czym kojarzymy klasycznego Karaka, ale robi to w całkiem ciekawy sposób. Zamiast kolejnej wyprawy po podziemiach dostajemy mały wyścig z czasem, w którym sami rysujemy swoją trasę, rozwiązujemy zagadki, zbieramy przedmioty, omijamy pułapki i próbujemy wydostać się przed pozostałymi.
Najbardziej podoba mi się tutaj połączenie prostych zasad z koniecznością kombinowania. Gra nie zasypuje nas regułami, ale jednocześnie potrafi zmusić do zastanowienia się, którędy właściwie powinniśmy poprowadzić naszą linię.
I co ważne – u nas sprawdziła się przy naprawdę różnym poziomie ogrania. Niespełna 6-latka była w stanie wejść w grę właściwie od razu, choć na początku podchodziła do niej trochę po swojemu. Z kolei 10-latka, która od lat gra w planszówki, była zachwycona możliwością tworzenia własnego labiryntu i do dziś chętnie do niego wraca.
Nie jest to jednak gra, którą chciałabym rozgrywać z dziećmi, bez przerwy przez kilka godzin. Po większej liczbie partii pod rząd nawet u nas przychodzi moment na chwilę odpoczynku. I chyba właśnie dlatego tak dobrze sprawdza się jako gra, do której można regularnie wracać – u nas od premiery praktycznie co tydzień pojawia się na stole.
Nie jest to też gra dla osób, które lubią spokojnie przeanalizować każdą możliwość. Tutaj zegar tyka, inni gracze biegną przez swoje labirynty, a my musimy podejmować decyzje na bieżąco.
Dla młodszych graczy może być bardzo fajnym połączeniem łamigłówki, wyścigu i przygodowej tematyki. Dla dorosłych? To już zależy od tego, czego szukamy. Jako krótka, lekka gra na kilka szybkich partii – jak najbardziej. Jako duża, strategiczna planszówka – zdecydowanie nie ten adres.
Jeśli więc macie w domu młodego fana Karaka, labiryntów albo wszelkiego rodzaju zagadek, Karak: Labyrinth zdecydowanie warto mieć na oku. A jeśli tak jak ja lubicie gry, w których trzeba trochę pogłówkować podczas zabawy z dziećmi, ale nie macie ochoty poświęcać na jedną partię całego wieczoru, może się okazać naprawdę przyjemnym przerywnikiem.
Nasze oceny
Moja ocena jako gry rodzinnej: 7,5/10 – jeśli lubicie kolorowe, szybkie gry, w których wraz z dziećmi trzeba trochę pogłówkować, ale nie macie ochoty na długie tłumaczenie zasad i wielogodzinną rozgrywkę, Karak: Labyrinth może być dla Was bardzo przyjemnym wyborem. U nas regularnie wraca na stół, choć po kilku partiach jednego dnia potrzebujemy krótkiej przerwy - żeby chociaż lekko zapomnieć rozwiązania wszystkich minigier.
Ocena 6-latki: 8/10
Ocena 10-latki: 7,5/10
Informacje o grze
Autor: Petr Vojtěch
Wydawnictwo: Albi
Liczba graczy: 1–4
Wiek: od 6 lat
Czas gry: ok. 10–20 minut
Dodaj komentarz
Komentarze